Prejsť na obsah

Marketing a reklama09:00

Jak legalnie sprawdzać ofertę konkurencji w internecie

Cennik wywieszony na cudzej stronie nie jest tajemnicą przedsiębiorstwa i wolno go czytać. Granica leży gdzie indziej: przy sposobie pobierania, przy danych osobowych i przy tym, co z zebranego zbioru potem robicie.

Obraz vygenerovaný cez AI.

Skrót wideo

Video vygenerované cez AI.

To poradnik z własnego podwórka, nie porada prawna — opisujemy, gdzie sami stawiamy granicę przy takich projektach. Przy większej skali warto to skonsultować.

Pytanie zwykle brzmi „czy wolno nam zbierać cenniki konkurencji” i zawiera w sobie założenie, że to jedna sprawa. To trzy osobne sprawy: czym są zbierane informacje, w jaki sposób je pobieracie i co z nimi robicie dalej. Odpowiedź bywa różna dla każdej z nich, a kłopoty biorą się prawie zawsze z drugiej i trzeciej, nie z pierwszej.

Obraz vygenerovaný cez AI.

Co wolno czytać

Cena wywieszona w sklepie internetowym, opis produktu, regulamin, treść oferty na stronie — to informacje, które ktoś sam upublicznił. Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji chroni tajemnicę przedsiębiorstwa, czyli informacje nieujawnione do wiadomości publicznej, co do których podjęto działania, żeby je zachować w poufności. Publiczny cennik nie spełnia żadnego z tych warunków. Analiza tego, co konkurencja pokazuje światu, jest zwykłą pracą działu handlowego i była nią na długo przed automatyzacją.

Inaczej wygląda materiał, do którego trzeba się dostać. Cennik za logowaniem, załącznik z oferty przesłanej innemu klientowi, dokument znaleziony pod nieindeksowanym adresem — tu pierwszy warunek przestaje być spełniony i cała ocena się zmienia. To samo dotyczy informacji przyniesionych przez osobę, która przeszła z konkurencji: wiedza ogólna zostaje jej w głowie, konkretne dokumenty i zestawienia klientów nie.

Jak pobierać, żeby nie było sporu

Druga sprawa to sposób. Każda strona ma plik `robots.txt`, który — jak opisuje go Google — mówi robotom, po czym właściciel pozwala im chodzić. Do tego dochodzi regulamin serwisu, który bywa wprost zakazuje automatycznego pobierania. Ani jedno, ani drugie nie jest przepisem karnym, ale oba są dowodem, że wiedzieliście, czego właściciel sobie nie życzy — a to wystarczy do sporu cywilnego. Praktyczne minimum: uszanować `robots.txt`, przeczytać regulamin, przedstawiać się w nagłówku `User-Agent` i nie generować ruchu, który komuś obciąża serwer. Ten ostatni punkt jest zwykle jedyną rzeczą, którą druga strona w ogóle zauważy.

Obraz vygenerovaný cez AI.

Trzecia sprawa to zawartość. Jeśli w zebranym materiale są imiona, nazwiska, adresy e-mail czy numery telefonów handlowców konkurencji, macie zbiór danych osobowych i wchodzi RODO razem z obowiązkiem wskazania podstawy i poinformowania tych osób. Najprostsze rozwiązanie jest zwykle najlepsze: pobierać ceny i parametry, a dane kontaktowe odrzucać na wejściu. Zbiór, którego nie macie, nie wymaga niczego.

Kiedy to NIE jest warte zachodu

Przy kilkunastu produktach i trzech konkurentach nie ma czego automatyzować — jedna osoba zrobi przegląd w dwie godziny raz na kwartał i będzie z niego więcej pożytku, bo przy okazji przeczyta opisy. Automat zaczyna się opłacać przy asortymencie liczonym w tysiącach pozycji i cenach zmienianych częściej niż raz na miesiąc. Wtedy problemem przestaje być zbieranie, a zaczyna dopasowanie tego samego produktu w dwóch różnych katalogach — i to na to schodzi większość pracy.

Obraz vygenerovaný cez AI.

Jak układamy takie zbieranie i porównywanie u nas, opisujemy przy monitoringu cen. Widełki kosztów podobnych wdrożeń są na stronie o cenach wdrożeń AI.

Zdrojové materiály

Podklady, ktoré sme využili pri písaní. Text vyššie je náš, tieto stránky nezodpovedajú za jeho obsah ani ho neautorizovali.

Nezáväzný rozhovor

Dohodnúť workshop s Paulom

Tridsať minút alebo celý workshop, vyberte si sami. Termín si rezervujete v kalendári, potvrdenie príde okamžite.

Paul Lazniak

Zakladateľ HEXART